Reklama

wtorek, 17 kwietnia 2012

Kartonowe pudełko wspomnień

Kartonowe pudełko. Pudło właściwie. Nie jest tak małe, aby nazwać je pudełkiem. Ma jakieś 20x30x50 cm. To w sumie bardzo ładne pudło. W złoto-bordowych barwach świątecznych. Stoi sobie wysoko na szafie. Takie samotne i z pozoru zapomniane. Czy napewno? 
W pudełku mnóstwo rzeczy, sprawiających, że jest ono pełne i pękate. Nieledwie przesypujące się wierzchem. W nim mnóstwo różności i cudowności. Co jest w pudełku wspomnień? Zaraz opowiem, nadeszła bowiem pora na powiększenie jego zasobów i przepakowanie ich do pudła wielkiego. Zabawna rzecz. Nowe pudło zostało już zaznaczone długimi, białymi kiełkami Zuzi. Zuzia to moja łaciata psikotka bezogoniasta.

Psikotka? KOT! może ktoś zakrzyknąć. Psikotka, bo woli mieszkać z psami a wszystkie inne koty tresuje.
Ale wracajmy do tematu. Co zawiera kartonowe pudło wspomnień.
Uwaga! otwieram. Na samym wierzchu stare wydanie Kuriera Południowego, 2010 rok a mój ojciec świetnie prezentuje się na głównej stronie. Co mamy dalej...Hmy... ileż tutaj jest różnych pocztówek i widokówek z różnych krajów, czasów, żyć... Ale to później, teraz ciekawsze opowieści. 
Torebka ZIBI a w niej bardzo zużyta, socjalistyczna koperta. W kopercie czerwona 100 złotówka z Ludwikiem Waryńskim. O mamciu i pierwsza walentynka jaką dostałam w liceum. Ta moda dopiero wtedy nastawała u nas. Żółte serce wycięte z kartki w kratkę. I kilka dość neutralnych słów. Do dzisiaj nie mam pojęcia od kogo. Jest data - 1996 rok. 
Kartka z sarną i reniferem, kartka niezwykła bo z napisem "С Новым Годом", Takie drobne upominki dostaliśmy w czwartej klasie podstawówki od naszej wychowawczyni, po jej powrocie z, wtedy jeszcze, Leningradu.
W kopercie trochę jeszcze różnych obrazków i cukiereczki: legitymacje z podstawówki, bilety miesięczne na pks i identyfikator z liceum. O mamciu i jeszcze moja karta rowerowa z 1987 roku :D O i odnalazłam moją starą wejściówkę do klubu studenckiego "Park". Oczywiście dawno nieaktualna.
Co by tam jeszcze doszukać się: kolejny czerwony Waryński i do niego dołącza zielony Świerczewki nominał 50 zł. Legitymacja Ligi Obrony Kraju. Nigdy nie pozwolono nam strzelać na zajęciach z Przysposobienia obronnego ale legitymacja być musiała.
A to co takiego? Stare, złożone starannie foldery z tac z McDolnald's.. czyżby? Nie, nie możliwe... Autografy pana Rossa i Roberta Janowskiego... Stare dobre czasy :) I obok leżą identyfikatory z matury. Tej pierwszej. Setki ślubnych zaproszeń a wśród nich wiele dużo starszych ode mnie... Piękne kiedyś były w nich treści, nie to co teraz.
Kolejna gazeta, ten sam tytuł. Teraz na głównej stronie jest mój brat. Strażak. Saperzy. Ponoć mieli rozminować i odgruzować po wielu dziesięcioleciach nasz las. Na razie się nie udało. "W razie pożaru lasu zabrania się wstępu do niego także jednostkom państwowej i ochotniczej straży pożarnej. Pole rażenia pocisków... 25 km..."
Trochę pod tą gazetą jakiś plakatów i innych różności. A pod spodem coś co jest dla mnie najwspanialszą pamiątką z liceum. Mieliśmy taki zwyczaj, że każdy na 18 urodziny dostawał spory kawałek płótna, z datą gdy wchodził w dorosłość, a każdy z klasy podpisywał się na tym kawałku materiału i coś tam sobie pisał. Nie wiem ile osób spośród naszej 32 ma jeszcze tą pamiątkę. Moja leży starannie poskładana i już pożółkła w kartonowym pudełku wspomnień. Kurcze aż łezka się w oku zakręciła i coś dziwnie ściska za gardło.. Czy wszyscy żyją? Czy zdrowi? Z mojej klasy, tej z podstawówki tak wielu już nie żyje... Michał, Ty byłeś pierwszy, śmierć wiele razy do Ciebie stukała i dopiero za drugim jej się udało. To była taka "głupia śmierć". Miałeś tylko auto wstawić do garażu, ale chciałeś się przejechać. Drzewo... Ktoś słyszał huk... Tak blisko od domów.. Gdy Cię znaleźli nad ranem jeszcze ciepłe było Twe ciało... Czemu ten ktoś nie wyjrzał przez okno... To była "głupia śmierć" Miałeś dopiero 19 lat...
Grażyna? Grażyna umarła niewiele później... miała 21 lat i wykryli u niej białaczkę... Wiele lat miała problemy z krwotokami, osłabieniem ale nikt nie skierował na badania...
A Irek? Irek miał 33 lata, popełnił samobójstwo... To była szybka śmierć, mówią, ze pijąc ten oprysk nie czuje się nic poza jego słodkim smakiem...
Nie pożegnałam nikogo z Was, o Tobie Michale dowiedziałam się po pogrzebie... Do Ciebie Grażyno nie mogłam przyjechać.. pracowałam w innym mieście i szef nie był wyrozumiały. Irku... Ty odebrałeś sobie życie dwa dni ledwie po tym jak zrobił to mój kuzyn Maciek.... tak wiele było spraw do załatwienia... Przesłuchania na policji.. prokuratura.. i to był dziwny czas po 10 kwietnia 2010 roku... Trudno mi to pisać. Więc parę chwil przerwy...




po przerwie...
Emocje opadły więc dalej sobie tutaj napiszę co znajduje się w kartonowym pudle wspomnień. Odkryłam swój stary zeszyt, myślę, że z epoki liceum. W środku wypisane są różne horoskopy.. Wtedy nie było ogólnodostępnego internetu (tak były takie czasy), a i ksero to był rarytas. Wszystkie więc ciekawostki po prostu się przepisywało. A więc znalazł się tam wypis z geomancji (to taki system wróżenia z kropek) oraz wiele opisów różnych "moich" znaków. Na końcu odkryłam spis adresów kolegów z licealnej klasy. Pora chyba odświeżyć znajomości. W końcu nic nie dzieje się bez przyczyny. W zeszycie owym pełno jest wycinków ze starych kalendarzy domowych. To takie książkowe pozycje, jakie ukazywały się do końca lat osiemdziesiątych. Tam m.in. pochodzenie imion, kalendarz imienin. Ręczne notatki z różnymi aforyzmami i wyrwane kartki z kalendarzy późniejszych. Odkryłam, że bardzo lubiłam pewnego szefa, który był dosyć wredną istotą. Oj i ciekawostka. Zajmowałam się chyba stawianiem wróżb z kart klasycznych. Znalazłam kilka różnych rozkładów. A tyle osób mnie o to pytało i mówiłam, że nie mam o tym pojęcia... Cóż pamięć ludzka jest ułomna. Kolejne spisy adresowe, pewnie już nieaktualne. Różne gry logiczne dla kilku osób. Zabawy towarzyskie. Teraz już się tak ludzie nie bawią. A szkoda... Test na inteligencję.. hmy całkiem ciekawy wynik ;) Kurcze nawet afirmacje i autohipnozy... To też dopiero wtedy się pojawiało i było absolutnie szokującą nowością. Pamiętam jak ludzie na to reagowali, gdy pani od wf zrobiła nam taką sesję autorelaksacji. Magiczne tablice losu... Jak dawno tego nie używałam. Ciekawe czy to naprawdę działało.
Pomyślałam, że tutaj powinny być zdjęcia. Może kiedyś je wstawię. W końcu to kawałek historii.
Teraz sięgam po kolejny zeszyt. Pamiętacie te kupowane na bazarach w poczatkach lat 90-tych? Takie czarne i prawie kwadratowe od Rosjan? Teraz wyciągnęłam właśnie taki. Ciekawe co w nim jest. Znów mnóstwo notatek i wycinków z gazet. Jej. Toż to mój zeszyt, gdzie zapisywałam dowcipy opowiadane przez Pana Marka Niedźwieckiego w poczekalni listy radiowej Trójki... Ta lista obchodzi jakoś teraz chyba juz 40 urodziny? A może to 30? Kto podpowie? Dowcip nr 1.
Skazanego na śmierć pytają:
- Stryczek czy gilotynka?
- To może gilotynka?
- Ok. najpierw stryczek a potem gilotynka.
Żartów jest 875... Ostatni z 513 notowania listy. Jakie to wszystko odległe. Czy tamten świat rzeczywiście istniał?
Od drugiej strony parę wyjątków odręcznie spisanych o mowie ciała. Okazuje się, że mówienie do siebie to jest objaw spontaniczności i braku opanowania. To by się zgadzało. Jakieś powiedzonka, jakieś śmieszne określenia. A co na kartkach? Spis plakatów, które kiedyś posiadałam... Były w jakiejś gazecie... "Zielony sztandar"? Hmy.. nie pamiętam niestety. Spisany ręcznie wieczysty kalendarz na kilka wieków. Określał, jaki wtedy był dzień, ale chyba miałam w nim jakiś błąd. XIII księga Pana Tadeusza. Wtedy już chyba był dostęp do ksero. Kolejne sterty przysłów i aforyzmów. To chyba oznaka romantyczności i sentymentalizmu.

Kolejna paczka kartek. Rysunki chrześniaczki. Różne ładniejsze i ładne. Rysowane niezgrabnie dziecięcą rączką. Ale i tak są piękne. Pieczołowicie przechowywane.
Kilka adresowników. Bez rewelacji. 
Foliowy skoroszyt z legitymacjami i różnościami moich braci. Karty rowerowe i inne rzeczy.
Książeczki standardów robienia różności w McDonald's hmy powinny dawno zaliczyć kosz ale jakoś tak.. niech jeszcze zostaną.
Teraz setki pocztówek i widokówek. Z różnych stron świata, zebrane po całej rodzinie. Najstarsze to jeszcze te z czasów licealnych mojej matki... było ich setki ale jak to dzieci bawiliśmy się i wiele zostało zniszczonych. Szkoda. 
Część kartek jest stworzonych ręcznie. Właśnie pomyślałam, że zrobię nowego bloga. Tam wrzucę zdjęcia tych kartek. Piękne są w większości. 
W kartonie jeszcze różnych zdjęć wielkoformatowych spora garść. Suszone kwiatki. Czterolistna koniczynka. Kartonowe pudło wspomnień.
Pudło pomysłów. Pudło inspiracji.
Cieszę się, że go nie wyrzuciłam....
Z kartek powstanie blog. Jest ich kilkaset...

Jakie są Wasze pudła wspomnień?

Ps. To nie bajka, chociaż bajką jest każde życie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz